środa, 22 kwietnia 2015

II warsztaty w Joseph's Culinary Studio, bez soli

Siedzę sobie na warsztatach, o których mowa TUTAJ i dostaję nagle wiadomość od Cisowianki, że chcą mnie zaprosić na warsztaty, nie wiem czy był to niespotykany w moim życiu zbieg okoliczności, czy może jestem już tak rozchwytywany w blogosferze, a może po prostu organizatorom warsztatów w Joseph's Culinary Studio zostało jedno wolne miejsce i mnie zaprosili. Wolę się nie domyślać,która z tych odpowiedzi jest tą poprawną, ważne że mnie zaprosili, za co jestem im ogromnie wdzięczny.






Oczywiście i tym razem zaczęliśmy od lampki szampana, a potem zabraliśmy się do gotowania. Bardzo swobodnego i na luzie. I zgadnijcie co? Nic nie przesoliłem, bo to były warsztaty, na których wszystkie potrawy przygotowywane były bez soli :D Jak się okazuje da się gotować bez soli, do czego i Was gorąco zachęcam. No może nie bez soli w 100% ale aby ją ograniczyć. Szczypta niekiedy okazuje się bardzo przydatna, aby podbić smak potrawy, ale jak ze wszystkim, co za dużo to niezdrowo :D

Potrawy, które żeśmy zmajstrowali wspólnie :D

Sałatka z brązowej soczewicy i Quinoa, z dressingiem z kolendry, borówek amerykańskich i oleju rzepakowego. Bardzo ciekawa sprawa, wszystkie smaki o dziwo bardzo się ze sobą skomponowały, a puder pomarańczowy, który dodaliśmy do niej fajnie podbił całość.


Łosoś pieczony w orzechach, z puree z cukinii i młodymi warzywami. Delikatna ryba, chrupiące warzywa, duszone w soku pomarańczowym, równie chrupiące orzechy, a do tego krem z mojego ukochanego warzywa, czyli cukinii. No to jest to co chciałbym zjeść przed śmiercią, a przynajmniej jest w pierwszej setce :D

Polenta z karmelizowaną indyczą wątróbką i malinami. Niebo w gębie, uwielbiam podroby, a te zrobione prawidłowo, nie przesuszone, nie wypłukane ze smaku, w towarzystwie konkretnych i odważnych smaków, jakimi niewątpliwie jest połączenie polenty, malin, octu jabłkowego, syropu klonowego.



Sałatka z papai i awokado z sosem czosnkowym. Deser, w nazwie którego nie ma błędu. Czosnek po ugotowaniu w mleku staje się delikatny, lekko ostry, ale bez przesady. Dodatek estragonu do papai powoduje, że cała potrawa ma tak bogaty smak, że na początku jest dość trudno go określić, ale z każdą kolejną łyżką staje się coraz lepszy.



No i oczywiście, aby tradycji stało się zadość, na koniec kilkanaście zdjęć, te na końcu, na których jestem są dzięki uprzejmości Cisowianki, za to też dziękuję ;)



























"Fenkuł lubi ryba" to tylko jedna ze złotych myśli Josepha Józka Seeletso, jeżeli chcecie poznać ich więcej, to wybierzcie się do Jego studia lub wejdźcie na oficjalną stronę josephseeletso.pl

Mam nadzieję, że relacja z tego aromatycznego spotkania przypadła Wam do gustu.
Pozdrawiam i życzę smacznego dnia :D
Kacper T. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Na moim blogu nie ma moderowania komentarzy, czasami zdarza się tak, że system ich nie publikuje. Te wulgarne są usuwane przeze mnie z automatu.