poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Filozofia smaku w Akademii Smaku Bosch

Siedzę sobie właśnie nad miską fasolki po bretońsku i zastanawiam się, co by Wam tutaj mądrego napisać. Żeberka się marynują więc na nie przepis później. W dzisiejszym poście zdam Wam relację z warsztatów, na które zostałem zaproszony. Odbyły się w Akademii Smaku Bosch, a ich tematem była filozofia smaku.


No właśnie, czym w ogóle jest smak? Jeżeli sprowadzimy to pojęcie do zwykłej formułki, to dowiemy się, że jest to jeden z podstawowych zmysłów dostępnych organizmom, służący do chemicznej analizy składu pokarmu(wikipedia). Ale czy to już? Ile razy jest tak, że po spróbowaniu czegoś przypominacie sobie na przykład dzieciństwo? A jak często jest tak, że mimo jedzenia i analizowania chemicznego składu pokarmu nie czujecie nic? Smak zatem to coś więcej niż zwykła biologia.

Spotkanie prowadziła Pani Monika Kucia - dziennikarka, promotorka regionalnych produktów. A nad gotowaniem czuwały Anna Kosterna-Kaczmarek z bloga Czosnek w pomidorach oraz Julita Strzałkowska z Wrzącej Kuchni.


Przed gotowaniem odbył się ciekawy wykład o filozofii smaku, o jego pochodzeniu, było nawet kilka przykładów z literatury :D Później dwie zabawy, obie proste i twórcze. Pierwsza polegała na próbowaniu płynów i rozpoznaniu w nich jednego z pięciu smaków (słodki, słony, kwaśny, gorzki oraz umami). Zawartości kubeczka z numerem 1 nawet nie miałem zamiaru pić, wystarczyło mi powąchanie, dzięki temu wyczułem ocet. Fajnie było oglądać innych uczestników, na ich twarzach pojawił się ciekawy grymas ;)
Drugim zadaniem było dopasowanie produktów spożywczych na podstawie wyłącznie zmysłu powonienia. Kubeczki były owinięte chustkami. Mi udało się dopasować truskawki, czosnek i koperek. Nie rozpoznałem jedynie kapusty kiszonej, która pachniała mi raczej rybą(może była mniej świeża albo co).



No i przyszedł czas na gotowanie. Ania i Julita bardzo fajnie i na luzie pomagały uczestnikom. Mi oczywiście udało się przesolić bakłażany, ale dzięki sosowi miętowo-jogurtowemu roladki z jagnięciną były na granicy odczuwalności tego nadmiaru soli(moim skromnym zdaniem) ;)

Oto potrawy, które udało nam się zgotować wspólnymi siłami:

Gazpacho z charakterem: super lekkie, świeże i aromatyczne, delikatnie doprawione tabasco(może nieco zbyt delikatnie, ale też nie o to chodzi, żeby paliło niemiłosiernie).





Roladki z grillowanego bakłażana faszerowane jagnięciną, serkiem kozim i świeżą miętą, podane z sosem miętowym: smakowały mi oczywiście najbardziej, ponieważ pomagałem w ich przygotowywaniu ;) Delikatny bakłażan, przełamujący smak sos miętowy, delikatna i aromatyczna jagnięcina, pycha!




Sałatka z soczewicy z pieczonymi warzywami i grillowanym serem halloumi: bardzo fajna, lekka, idealnie się skomponowała z roladkami. Ja dodałem ją do grillowanych żeberek, o których wyżej już wspomniałem.








Steki z sezonowanej wołowiny w glazurze teriyaki z miodem, podane z groszkiem cukrowym i dzikim ryżem: Soczysta, idealnie wysmażona wołowina, cudownie krucha, lekko słodka, lekko słona, pisać dalej, czy już ocieracie ślinę z klawiatury, tak jak ja? :D


Odrywańce słodko-słone zanurzone w gorzkiej czekoladzie: Chrupiące, orzechowe, czekoladowe, słodkie, słone, czyli wszystkie przymiotniki, które w kuchni lubię :D


Po raz kolejny miałem okazję tutaj być i po raz kolejny okazało się, że czas tutaj spędzony był czasem niezmarnowanym.

Jeszcze zobaczymy kto doszedł z czytaniem do samego końca, napiszcie w komentarzu swój ulubiony kolor, a inni niech się zastanawiają, o co chodzi ;)


A teraz reszta zdjęć, tym razem dużo jest ostrych i nieporuszonych, doceńcie to proszę :*







 




Pozdrawiam i życzę smacznego dnia :D
Kacper T. ;)

PS Zobaczcie jakie prezenty dostałem dzięki uprzejmości sponsorów ;)


2 komentarze:

Na moim blogu nie ma moderowania komentarzy, czasami zdarza się tak, że system ich nie publikuje. Te wulgarne są usuwane przeze mnie z automatu.